Od lat komentatorzy krytyczni niechętni albo wręcz wrodzy wobec Jarosława Kaczyńskiego i PiS wypominają partii i jej szefowi, że w kolejnych kampaniach wyborczych kogoś lub coś chowa. Może chodzić o samego Kaczyńskiego, o Antoniego Macierewicza albo o jakąś (tak zwaną) retorykę. Dość zabawne są te „wypominki” ze strony kogoś, kto na co dzień na przykład „rzyga Smoleńskiem” a przy pierwszej nadarzającej się kampanii zaczyna odczuwać wręcz głód tego tematu. Albo gdy konsekwentnie przekonuje, że Kaczyński lub (znacznie częściej) Macierewicz „na zawsze powinien zniknąć z polityki” a gdy jeden albo drugi znika, wręcz zapluwa się, że to nie fair.

Oczywiście, dostrzegając ową niekonsekwencję czy wręcz brak logiki w takim zachowaniu, doskonale ich rozumiem. Oni są przekonani, że „retoryka Smoleńska”, Kaczyński lub Macierewicz mogliby pogrążyć a może i unicestwić PiS raz na zawsze. I nie mogą PiS-owi wybaczyć, że ów PiS nie chce robić nic takiego. Że nie chce się unicestwić choć oni na to bardzo liczą.

Tak się składa, że próżno by u tych samych autorów, utyskujących na brak „należytego eksponowania” Smoleńska, Kaczyńskiego czy Macierewicza w kampaniach  PiS szukać dziś choćby odrobiny oburzenia na jeszcze bardziej widoczne ukrywanie Bronisława Komorowskiego w kampanii… Bronisława Komorowskiego.

Nie da się inaczej nazwać sytuacji, w której urzędujący Prezydent unika (niczym a może i bardziej niż kandydatka Magdalena Ogórek) starcia z dziennikarzami. Co rusz można spotkać w sieci zapytanie kiedy Bronisław Komorowski dał dziennikarzom innym niż Kraśko, Olejnik, Kolenda-Zaleska czy Marciniak okazję do zadania sobie pytań.

Na konto urzędującego Prezydenta idą także spotkania, na które wstęp jest limitowany. To zresztą taka zabawna puenta opublikowanego w „najbardziej obiektywnym tygodniku” materiału Michalskiego, w którym autor ów zarzucał głównemu konkurentowi obecnego Prezydenta tchórzostwo i unikanie spotkania, w którym nota bene ów konkurent akurat uczestniczył gdy Michalski publikował swój tekst.

Chowaniem się Bronisława Komorowskiego jest też stanowcza odmowa udziału w debacie z kontrkandydatami. Szczególnie dało się to widzieć ostatnio, gdy ukazała się informacja o debacie organizowanej na kilka dni przed I turą przez telewizję publiczną. Na długo przed terminem, w którym sztaby miały przekazać ostateczną decyzję, szef sztabu Komorowskiego oświadczył, że ten kandydat w debacie udziału nie weźmie. Poseł Tyszkiewicz wyjaśnił, że akurat „jest szansa na zwycięstwo w I turze” oraz dodał, że w przedstawionej propozycji.

„Nie widzimy sensownej formuły, w której prezydent miałby szansę przedstawić i obronić swój punkt widzenia”*

Wygląda więc, że jedyną sensowną formułą i przy tym szansą czy też metodą na tę I turę jest chowanie Bronisława Komorowskiego. Który w zasadzie ograniczany jest do roli katarynki odtwarzającej w kółko albo „wybierzmy zgodę i bezpieczeństwo” albo „mamy wybór między Polską racjonalną i radykalną”. Jednym słowem szansom Bronisława Komorowskiego na reelekcje najbardziej zaszkodzić może wyeksponowanie Bronisława Komorowskiego. Taki paradoks tej kampanii.

Czy rywale obecnego Prezydenta powinni się smucić strachem Komorowskiego przed debatą? Sadze, że nie. Smutek nic im nie da choć pewnie na jego tle niektórzy mogliby nieźle zabłysnąć. Natomiast dałoby się wykorzystać tę absencję. Choćby poprzez nawiązanie do wykorzystanej w kampanii Komorowskiego sugestii, że należy wybrać „człowieka odważnego”.

Jeszcze wczoraj sceptycznie podchodziłem do pomysłu debaty w formule 10 – 1. Uważałem, że udział w niej niejako „na wejściu” przypisuje ewentualnych uczestników do „politycznej II ligi”. Jednak jeśli dobrze się to rozegra, Komorowski może żałować, że stchórzył przed, jak to zasugerował Tyszkiewicz, obroną przed atakiem 10 kandydatów.

Oczywiście tytuł może wydawać się na wyrost. Wszak kandydat PO (jakby ktoś, a w szczególności poseł PO Tyszkiewicz próbował zaprzeczyć to na głupka wyjdzie) jest aktywny. A ma być jeszcze bardziej. A to do „Olejnej” się pofatyguje a to spotka z urzędnikami w Dębicy czy też pogada z Kraśką. Tyle, że skutecznie chroniony jest przed jakąkolwiek trudną czy nieprzyjemną sytuacją. Jakby hasło o bezpieczeństwie znaczyło zapewnienie go nie komuś innemu tylko Prezydentowi Komorowskiemu.

Taki prezydent byłby znakomity dla państwa zbudowanego z ciastoliny i takich miękkich klocków bez ostrych krawędzi. A nie państwa nieomal frontowego.

Ale widać zamykanie się w domu gdy tylko zagrzmi to nie tylko domena szefowej naszej egzekutywy ale i „Głowy Państwa”.

ps. Ktoś zapewne wyrwie się, że „nie ma zwyczaju przed I turą” i takie tam… Kandydat obywatelski powinien jednak brać pod uwagę zdanie obywateli. A ponad 60% z nich życzy sobie debaty.

* http://www.tvn24.pl/sztab-komorowskiego-zapowiada-ofensywe,533166,s.html