Mój stosunek do tempa, z jakim obecna władza wzięła się za porządkowanie spuścizny po poprzednikach przypomina reakcję pasażera wiezionego przez kierowcę lubiącego przyciskać gaz. Mam do kierowcy zaufanie ale czasem chwytam za ten uchwyt nad drzwiami i sugeruję „może trochę wolniej”.

Moje obiekcje mają raczej charakter estetyczny niż merytoryczny. Wolałbym, aby było spokojniej, milej i tak w ogóle bardziej „ę, ą”.

Dokładnie tak jest i w przypadku zamieszania wokół Trybunału Konstytucyjnego. Ale cała ta moja potrzeba estetyki wyparowuje nagle gdy na sejmowej mównicy staje poseł PO Kropiwnicki (dla niezorientowanych to poseł –  sprawozdawca nowej ustawy o TK, tłumaczący wówczas potrzebę wyboru od razu 5 sędziów by ulżyć kolegom z następnej kadencji i inicjujący tym samym całą awanturę) wymachujący egzemplarzem ustawy zasadniczej i apelujący o poszanowanie. „Oż ty fiucie śmierdzący!” myślę wtedy a chęć tego „ą, ę” zastępuję gwałtownie ochota by natychmiast znaleźć się na sejmowej mównicy, tuż za posłem Kropiwnicki, by mu wyfasować takiego kopa w dupę aby konstytucję zobaczył od razu przed oczami i mógł się zapoznać z jej zapisami bez potrzeby otwierania egzemplarza, którym wymachiwał.

Ale ja w zasadzie nie o tym.

Nie zaprzeczę, że zmiana widoczna jest nie tylko w szybkości zmian politycznych ale także w innych miejscach. Choćby w mentalności obywateli.

Nie mam tu akurat na myśli wczorajszej manifestacji „w obronie Trybunału”, w której uczestniczyło, jak podały media, „około stu osób”. Biorąc pod uwagę, że uczestniczyli w niej także posłowie PO i „Nowoczesnej” oraz wiedząc, że te dwa kluby liczą łącznie ponad 160 posłów, „około stu osób” nie jest liczbą mogąca budzić jakikolwiek respekt.  Nawet sejmowym „obrońcom demokracji” nie wszystkim chciało się tej demokracji bronić.

Mniej więcej w tym czasie, gdy te „około stu osób” manifestowało pod sejmem, poszedłem sobie przestawić auto. Trwało to koło 5 minut w trakcie których z radia usłyszałem fragment radiowej „Trójki”, gdzie trwała audycja z udziałem radiosłuchaczy. Usłyszałem dwie telefoniczne opinie słuchaczy, którym udało się dodzwonić do programu. Pierwszy słuchacz (słyszałem tylko część wypowiedzi) mocno akcentował, że awantura wokół Trybunału zaczęła się od wątpliwych pod każdym względem działań Platformy. Kolejny powiedział ciekawe zdanie, które odtworzę z pamięci. „Kiedy patrzę na tempo i zdecydowanie  w obejmowaniu władzy przez zwycięzców wyborów mam coraz większą nadzieję, że Polskę można naprawdę zmienić.” Obie opinie wyrażone były bardzo spokojnie, bez emocji.

I to jest ten pierwszy aspekt, w którym widać zmianę. Coraz trudniej znaleźć ludzi, którzy mówiliby językiem tefałenowskiego „Szkła Kontaktowego”. Nie dziwię się więc, że tylko „około stu osób” a zdumiewam się raczej twitterowymi zapowiedziami Tomasza Lisa, że jesteśmy ponoć w „przededniu naszego Majdanu”.

Tym „innym miejscem” które zmienia się niemal równie gwałtownie jak sytuacja polityczna są media. Głownie te publiczne. W TVP jeszcze się broni „Zwierz Alpuchary” w postaci pani Karoliny Lewickiej, prezesa Daszczyńskiego, telewizyjnej „komisji etyki”, „całego niemal zespołu”, który podpisał się pod listem do Glińskiego a którego podpisów do dziś nikt chyba nie widział oraz paru innych, ale nagle okazało się, że jest możliwe zestawienie głosów reprezentujących różne stanowiska a nie tylko pogaduchy Nałęcza, Kalisza i posła Szczerby.

Dzięki temu wiemy, że „autorytety prawnicze” nie są już tak jednomyślne, że winą po równo obdziela się i PO i PiS. Aż trudno w to uwierzyć mając w pamięci rzeczywistość sprzed paru miesięcy.

Nie wiem jaką drogą spłynęła tam ta zdolność obiektywnego spojrzenia i przedstawiania racji. Ale jej obecność witam jako niekwestionowaną wartość.

I myślę, że dla niej warto siedzieć obok tego kierowcy z cięższą noga na gazie.