Geopolityka ·
Dlaczego Rosji pozwala się na wszystko?
Mało kto mówi wprost, dlaczego Stany Zjednoczone nie sięgają po poważne sankcje. Odpowiedź leży w tym, w jakiej walucie świat płaci za ropę.
Każdy kolejny rosyjski akt agresji w przestrzeni postsowieckiej Zachód przyjmuje z oburzeniem, a odpowiada listami sankcyjnymi, które nie bolą nikogo poza kilkunastoma urzędnikami. Wiosną 2014 roku, po zajęciu Krymu, pytanie „dlaczego Rosji pozwala się na wszystko” zadawano na każdej debacie, ale mało kto odpowiadał na nie wprost. Spróbujmy.
Broń, na którą nie ma odpowiedzi
Rosja jest drugim na świecie producentem ropy naftowej. To nie jest statystyka, to instrument. Stany Zjednoczone nie mają wobec Moskwy żadnych poważnych pozamilitarnych środków nacisku, ponieważ jedyny środek, który naprawdę by zabolał, boli obie strony, i Amerykę bardziej.
Wyjaśnienie wymaga przypomnienia rzeczy, do której wszyscy tak przywykli, że przestali ją widzieć. Podstawą pozycji Stanów Zjednoczonych jest utrzymanie dolara jako światowej waluty rozliczeniowej i rezerwowej. Jest nią od końca drugiej wojny światowej, bo tak to wtedy ustalono, a od początku lat siedemdziesiątych jest także walutą, w której rozlicza się handel ropą. W praktyce oznacza to, że Ameryka finansowała dowolnie wysokie wydatki, drukując pieniądz, na który zawsze był popyt, bo bez niego nie dało się kupić paliwa.
Irak, Libia i twardy kąsek
Gdy Irak próbował sprzedawać ropę za euro, a Libia planowała rozliczenia w złocie, oba państwa przestały istnieć w dotychczasowej formie. Z Rosją tak się nie da: to zbyt twardy kąsek, uzbrojony w broń jądrową i w pełni świadomy swojej pozycji. Moskwa może ogłosić, że sprzedaje ropę i gaz za ruble, za juany, za cokolwiek poza dolarem. Zaczęła już to robić, zapowiadając kupowanie od Iranu pół miliona baryłek dziennie w rozliczeniu towarowym.
Gdyby całość rosyjskiego eksportu surowców przestała być rozliczana w dolarach, setki miliardów dolarów wróciłyby tam, skąd przyszły. Do Stanów Zjednoczonych. Efektem byłaby inflacja, jakiej Amerykanie nie znają, a potem wstrząs dla gospodarki całego świata. Rosja wyszłaby z tego relatywnie dobrze: jest mało zadłużona, mało zależna od zagranicy i przyzwyczajona do funkcjonowania w niedostatku.
Co z tego wynika dla nas
Oto dlaczego prezydent Rosji może doprowadzić do podziału Ukrainy, a potem sięgnąć po państwa bałtyckie, i dlaczego nie musi zajmować Polski wojskiem: wystarczy, że w Belwederze i w Alejach Ujazdowskich zasiądą ludzie, którzy rozumieją „realia”. Nam w Unii pozostaje opowiadanie, jak bardzo rosyjska gospodarka ucierpi, gdy nadejdą „prawdziwe sankcje”, i podobne bajki.
Można się z tą tezą spierać. Rosja jest bardziej zależna od cen surowców, niż sama przyznaje, a dolar ma w odwodzie rzeczy, których rubel nie ma nigdy. Ale kto chce zrozumieć, dlaczego sankcje z 2014 roku wyglądały tak, jak wyglądały, powinien zacząć od pytania, w jakiej walucie świat płaci za ropę, a nie od pytania, czy Zachód ma dość odwagi.