Przejdź do treści

Archiwum publicystyki · 2013–2020

Blogpublika.com

Republika Blogerów

Niezależny serwis publicystyczny Polityka · Historia · Sprawy publiczne

Załoga samolotu — fotografia poglądowa

Ekspert FAA Grzegorz Majowski: bez wraku i rejestratorów nie ma badania katastrofy

Standardy międzynarodowego prawa lotniczego są jednoznaczne: kraj, który nie ma wraku i rejestratorów, nie prowadzi badania. Rozmowa z człowiekiem, który takie badania prowadził.

W maju 2014 roku Blogpublika.com rozmawiała z Grzegorzem Majowskim, polskim inżynierem pracującym w Stanach Zjednoczonych, byłym inspektorem Federalnej Agencji Lotnictwa (FAA), który uczestniczył w przygotowaniu raportów z czterech wypadków lotnictwa cywilnego, pracował dla Departamentu Obrony USA i tworzył oprogramowanie kontrolujące jakość części silników lotniczych. Rozmowa dotyczyła jednego: jak bada się katastrofę lotniczą i czego w sprawie Smoleńska zabrakło.

Cztery dochodzenia

Majowski niechętnie mówi o sobie, ale wymienia komponenty swojego doświadczenia: procedury NTSB i FAA, analiza szczątków i wraków w ich kontekście, analiza komunikacji i rejestratorów pokładowych. Badał katastrofy Boeinga 727-232, McDonnella Douglasa MD-83, Gulfstreama G-1159A i Boeinga 737-74H. Na pytanie, czy którekolwiek z tych dochodzeń odbyło się bez bezpośredniego dostępu do rejestratorów i bez rekonstrukcji wraku, odpowiedział jednym słowem: nie. W każdym przypadku pełny dostęp do wraku i nośników informacji był rzeczą podstawową.

Smoleńsk

Katastrofie z 10 kwietnia 2010 roku przyglądał się, jak mówi, na ile mógł; w tym samym roku poważnie pogorszył mu się wzrok i nie był w stanie podjąć się analizy zdjęć silników, o którą go proszono. Od początku wiedział jednak, że Polska nie otrzyma ani rejestratorów, ani wraku, a więc o normalnej procedurze badania mowy nie będzie. Stąd jego odmowa udziału w sporach z oficjalnymi przedstawicielami rządu: gdyby chodziło o fakty, nikt nie zaakceptowałby niszczenia wraku i przetrzymywania nośników. Sam fakt, że wszystko znalazło się w rękach strony rosyjskiej, dyskwalifikuje w jego ocenie raporty MAK i komisji Millera; na podstawie dostępnych materiałów uważa, że to nie był wypadek spowodowany pogodą lub błędem pilotów, bo wtedy wrak dawno byłby w Polsce.

O zespole parlamentarnym

Największe wrażenie w rozmowie zrobiło zdanie, które trafiło do tytułu: to, co osiągnął Zespół Parlamentarny Antoniego Macierewicza, jest w jego ocenie czymś niezwykłym, bo analizowane przez niego „odrobiny” są często wszystkim, co Polska ma. Zdjęcia po katastrofie są dla niego jednoznaczne, a przenoszenie elementów wraku niewytłumaczalne. Ustalenia zespołu o awarii silników przed miejscem domniemanego uderzenia w brzozę, oparte na zapisie drgań z polskiego rejestratora, uznał za wysoce prawdopodobne, choć bez wraku nie da się ich potwierdzić w stu procentach. Wyjaśnień zespołu Laska o gałęziach w silnikach komentować nie chciał. Argument, że wideoendoskopów nie użyto z powodu zabrudzenia silników, nazwał kpiną: te urządzenia służą właśnie do szukania ciał obcych w brudnych silnikach.

Co dalej

Zapytany, co należałoby zrobić po zmianie klimatu politycznego, odpowiedział: nadal to, co robi zespół parlamentarny, i to, co wskazują blogerzy śledzący sprawę, czyli zmuszać władze do powołania rzetelnej komisji z udziałem uznanych ekspertów międzynarodowych, wykazując kłamstwa i niespójności oficjalnych raportów. Pisze celowo o „wydarzeniach” w Smoleńsku, a nie o wypadku, bo bez wraku i rejestratorów nie da się udowodnić ani jednej, ani drugiej wersji.

Rozmowa pozostaje dokumentem swojego czasu: stanowisko Majowskiego jest stanowiskiem jednej strony sporu, który do dziś dzieli Polskę. To, co w niej ponadczasowe, to standard, o którym mówił na początku: nie ma badania katastrofy bez wraku.