Zdjęcie tytułowePowstanie Wolnego Miasta Gdańska — 1920
15 listopada 1920 roku konferencja wersalska oficjalnie powołała do życia Wolne Miasto Gdańsk. To było jedno z tych rozwiązań, które na papierze wyglądało jak kompromis, a w praktyce — jak odebranie Polsce miasta, które od tysiąca lat było jej naturalnym oknem na morze.
Kompromis kosztem Polski
Wersal przyniósł Polsce niezależność, ale nie przyniósł granic. Każdy fragment terytorium musiał zostać wywalczony — w komisjach, na plebiscytach, w terenie. Najboleśniejszy spór toczył się o Gdańsk. Miasto, które historycznie należało do Korony Polskiej od XIV wieku, było w 1918 roku miastem o przewadze ludności niemieckiej, ale o oczywistej polskiej geografii: ujście Wisły, dostęp do morza, kluczowy port handlowy.
Roman Dmowski w Wersalu walczył o pełną przynależność Gdańska do Rzeczypospolitej. Argumenty geograficzne, ekonomiczne, historyczne były po stronie polskiej. Po stronie niemieckiej była ludność, jej tożsamość i ostre stanowisko Wielkiej Brytanii — Lloyd George konsekwentnie blokował rozwiązanie korzystne dla Polski. Skończyło się kompromisem: ani Polska, ani Niemcy. Miasto-państwo pod ochroną Ligi Narodów.
Półprawda zwana autonomią
15 listopada 1920 roku Wolne Miasto Gdańsk formalnie zaistniało. Posiadało własną konstytucję, parlament (Volkstag), administrację. Polska otrzymała prawo użytkowania portu, garnizonu na Westerplatte (zalegalizowanego dopiero w 1924 roku), reprezentacji konsularnej oraz urząd Komisarza Generalnego RP. Polityka zagraniczna miasta — formalnie — przebiegała przez Warszawę. W praktyce — niemiecki Senat Wolnego Miasta robił, co chciał, a Polska musiała walczyć w Lidze Narodów o każdy szczegół.
Statystyki ludnościowe były pretekstem do ciągłego konfliktu. W 1920 roku ludność miasta liczyła około 357 tysięcy osób. Polacy stanowili około 8-10 procent — mniejszość, ale wyraźną. Społeczność polska prowadziła własne szkoły, czasopisma, organizacje. Niemiecka większość — coraz bardziej radykalizująca się politycznie — odpowiadała szykanami, bojkotem polskich towarów, ograniczeniami w zatrudnieniu. W 1933 roku, gdy w samym Gdańsku NSDAP wygrała wybory, sytuacja stała się otwarcie wroga.
Gdynia jako odpowiedź
Polska odpowiedziała na sytuację gdańską po swojemu: budową własnego portu na Bałtyku. W 1920 roku Gdynia była wioską rybacką liczącą około 1300 mieszkańców. W 1939 roku — ponad 120 tysięcy. Decyzja, by zainwestować w gdyński port, wyszła od Eugeniusza Kwiatkowskiego, ministra przemysłu i handlu, później ministra skarbu. Była to inwestycja śmiała, kosztowna, krytykowana — i, jak się okazało, decydująca.
W 1938 roku Gdynia obsługiwała większy obrót handlowy niż Wolne Miasto Gdańsk. Polska udowodniła, że można obejść narzucone rozwiązanie. To była lekcja, którą historia miała powtórzyć później kilkakrotnie: gdy nie da się zmienić układu sił dyplomatycznie, można go obejść gospodarczo.
Lekcja, która została
Wolne Miasto Gdańsk przestało istnieć 1 września 1939 roku, gdy niemiecki Senat ogłosił przyłączenie miasta do III Rzeszy — kilka godzin po wybuchu wojny. Ostrzał Westerplatte trwał już od świtu. Pomysł wersalski, że „półautonomiczne miasto-państwo” rozwiąże spór polsko-niemiecki, okazał się jednym z najgorszych pomysłów dyplomacji XX wieku.
Dziś, gdy patrzymy na decyzje podejmowane przez wielkie mocarstwa w sprawach, które dotyczą bezpośrednio Polski, warto pamiętać o 1920 roku. Bo wzór się powtarza. Decyzje zapadają tam, gdzie nas nie ma, w komisjach, których członkowie nie znają topografii kraju, którego losami szachują. A potem przez dwadzieścia lat trzeba żyć z konsekwencjami.
Decyzje zapadały tam, gdzie nas nie było. Potem przez dwadzieścia lat trzeba było żyć z konsekwencjami.— Z polskiej publicystyki historycznej