Przejdź do treści
Środa · 14 maja 2026
Blogpublika.com
Republika Blogerów
Niezależny serwis publicystycznyPolityka · Historia · Sprawy publiczne
Działania wojenne z czasów II wojny światowejZdjęcie tytułowe
Zdjęcie ilustracyjne — Shutterstock.

Bombardowanie Gdańska — wrzesień 1939

Udostępnij Facebook Twitter LinkedIn

Mit o tym, że polskie lotnictwo zostało zniszczone w pierwszych godzinach wojny, jest mitem mocniej zakorzenionym niż fakty. 7 września 1939 roku — gdy Niemcy odprawiali zwycięską paradę nad zajętym Gdańskiem — polskie samoloty wciąż latały. I uderzały.

Czego historia nie chce pamiętać

O wrześniu 1939 roku Polacy wiedzą wiele rzeczy. Niewiele z nich dotyczy lotnictwa. Wmówiono nam, że Luftwaffe wybiła nasze samoloty na lotniskach pierwszego dnia wojny, że Polskie Siły Powietrzne w ogóle nie zdążyły wystartować. To wygodna opowieść — pasuje do narracji o miażdżącej przewadze technicznej najeźdźcy. Pasuje też tym, którzy chcieli uczynić z września 1939 roku symbol bezsilności narodu, a nie symbol oporu.

Tymczasem Brygada Pościgowa stoczyła w obronie Warszawy kilkadziesiąt walk powietrznych, zestrzeliwując około 40-45 niemieckich maszyn. Brygada Bombowa — wbrew nazwie, dysponująca głównie wolnymi PZL.23 Karaś — wykonywała loty przeciwko niemieckim kolumnom pancernym. A 7 września — po sześciu dniach wojny — polskie samoloty wykonały zaskakującą operację: nalot na Gdańsk, miasto już wówczas zajęte przez wojska niemieckie.

Operacja przeciw paradzie

Plan wynikał z prostej kalkulacji. Niemcy przygotowywali w Gdańsku uroczystą paradę zwycięstwa — propagandowo cenne wydarzenie z udziałem oficjeli z Berlina. Polskie dowództwo dostało meldunki o miejscu i godzinie. Zapadła decyzja: uderzyć. Cel — nie tyle zniszczenie sprzętu czy zajętej infrastruktury, ile symboliczny gest. Pokazać Niemcom, że Polska wciąż jest w stanie sięgnąć tam, gdzie wydaje się to niemożliwe.

Misję wykonała kombinowana grupa bombowców i samolotów rozpoznawczych. Załogi startowały z lotnisk położonych już dość daleko od linii frontu, lecąc nad terytorium kontrolowanym przez wroga. Bomby spadły na port i obszar wokół Parademarsch — alei, którą miała przejść niemiecka kolumna. Niemiecka parada — jeśli rzeczywiście została zakłócona — została zakłócona przez chłopaków w Karasiach, których fabryka wystawiła kilka lat wcześniej jako maszynę „przejściową”, bo nie zdążono z nowocześniejszymi typami.

Cena operacji

Straty były dotkliwe. Niemiecka obrona przeciwlotnicza Gdańska — port morski miał gęstą siatkę baterii — strąciła kilka polskich maszyn. Część załóg zginęła w płomieniach, część dostała się do niewoli. W pamięci Brygady Bombowej operacja z 7 września pozostała jednym z najodważniejszych zadań całej kampanii.

O bombardowaniu Gdańska pisze się rzadko. W oficjalnej historiografii PRL temat był drażliwy: wyrachowane zniszczenia w polskim przedwojennie mieście pasowały do narracji „polskiego rewizjonizmu”, więc po prostu unikano. Po 1989 roku temat został podjęty przez kilku badaczy lotnictwa wojskowego, ale do podręczników szkolnych nie wszedł.

Co znaczy ten lot dzisiaj

Lot na Gdańsk nie wpłynął na przebieg wojny. Niemiecka parada — prawdopodobnie — odbyła się, choć z opóźnieniem i w skrytej, mniej propagandowej formie. Polskie samoloty nie zatrzymały Hitlera. Nie odzyskały miasta.

Ale są rzeczy, które robi się nie dlatego, że zmieniają historię, ale dlatego, że są właściwe. 7 września 1939 roku polskie załogi lotnicze sięgnęły po pióro, którym nie wolno było napisać im historii — i napisały kilka linijek własną krwią. Te linijki zasługują na to, by były czytane.

Polacy nie zatrzymali Hitlera nalotem na Gdańsk. Ale są rzeczy, które robi się dlatego, że są właściwe, a nie dlatego, że zmieniają historię.— Komentarz redakcji
SprzętPZL.23 Karaś — polski bombowiec lekki konstrukcji Stanisława Praussa, w 1939 roku już przestarzały, ale wciąż jedyny dostępny w masowej liczbie. Załoga: 3 osoby. Zasięg: ok. 1260 km. Prędkość maksymalna: 304 km/h.