Polityka ·
Niedobrze mi. Komitet Obrony Koryta
Władza przeszła w ręce opozycji, a system nie potrafi tego znieść.
Kilka lat temu, na jednym z polsko-rosyjskich forów, autor tych słów dowodził rosyjskim rozmówcom, że w ich kraju nie ma demokracji, bo nie ma na nią dowodu: fasadowe instytucje istnieją, ale władza nigdy nie przeszła w wyniku wyborów w ręce realnej opozycji. Dziś ta dyskusja wydaje się groteskowa. W Polsce władza przeszła w ręce opozycji, a system, który przez osiem lat ją sprawował, zachowuje się tak, jakby chciał w rozpaczy dokonać samozniszczenia.
Barykady po tygodniu
Najpierw były deklaracje Waldemara Kuczyńskiego. Potem „wezwanie ludu na barykady” Tomasza Lisa. Potem niezliczone porównania nowej władzy do lat trzydziestych. A po tygodniu rządów, nie bacząc na kolejne piętra żenady, powstał Komitet Obrony Demokracji, w skrócie KOD. Skrót nieprzypadkowo brzmi jak KOR, komitet założony w 1976 roku między innymi przez Antoniego Macierewicza, dziś ministra w rządzie, przeciw któremu KOD ma bronić demokracji.
Okazuje się, że ci ludzie nie potrafią wyciągnąć z wyborczej porażki żadnej, dosłownie żadnej nauki. Nadal wydaje im się, że mają wpływ na opinię większej grupy Polaków, którzy zamiast nich pójdą na barykady bronić ich pensji, dotacji i wpływów. Nadal wydaje im się, że każde ich słowo będzie wzięte na poważnie, bo wypowiedziano je w „Wyborczej” i w telewizorze. A przecież Polacy powiedzieli im wyraźnie, że nie życzą sobie dłużej znosić tego jątrzenia.
Czarny rycerz
Zamiast wziąć się w garść, przycupnąć, wyciągnąć wnioski, a może nawet, dlaczego nie, zacząć mówić prawdę i wystąpić z jakimś sensownym programem, wyją na coraz wyższym diapazonie. Po tygodniu zużyli już porównania do nazizmu. Co zostanie po dwóch tygodniach, po miesiącu? Przypomina to czarnego rycerza z Monty Pythona, który bronił mostu: po utracie kolejnych kończyn wyzywał przeciwnika od tchórzy i wzywał do walki, aż ten spytał: „Ale co mi zrobisz? Obryzgasz mnie krwią?”
Nie przypuszczaliśmy, że to uczucie kiedyś przyjdzie. Zażenowanie. Niedobrze nam.
Ilu ma członków
Na koniec rzecz drobna, ale charakterystyczna. „Gazeta Wyborcza” pisała o kilku tysiącach zwolenników nowego ruchu. Kiedy jednak dziennikarze zapytali osoby wymienione wśród jego sygnatariuszy, Anne Applebaum odpowiedziała, że nie wie, o co chodzi, a Cezary Łazarewicz przyznał, że został dołączony bez swojej wiedzy. Komitet Obrony Demokracji zaczął więc od tego, od czego zaczyna każdy komitet obrony koryta: od liczenia członków, których nie zapytano o zdanie.