Przejdź do treści

Archiwum publicystyki · 2013–2020

Blogpublika.com

Republika Blogerów

Niezależny serwis publicystyczny Polityka · Historia · Sprawy publiczne

Pismo Święte i krzyż — symbol religijny

Kościół katolicki wobec kryzysu migracyjnego 2015

Wzywanie do otwartego przyjmowania imigrantów stało się w 2015 roku europejskim ortodoksem politycznym. Polski Kościół katolicki — w przeciwieństwie do części episkopatów Zachodu — pokazał, że można utrzymać postawę chrześcijańskiej gościnności wobec uchodźców jednocześnie z trzeźwą oceną realiów imigracyjnych.

Doktryna a roztropność

Doktryna katolicka w sprawie migrantów jest klarowna: każdy człowiek ma godność stworzoną na obraz Boży, pomoc potrzebującym jest powinnością chrześcijanina. Tej zasady nikt poważny w Kościele nie kwestionuje. Tyle że doktryna to nie polityka. Doktryna mówi, jak należy postąpić wobec konkretnego potrzebującego człowieka. Nie mówi, jak ułożyć politykę imigracyjną państwa wobec milionów osób w sytuacji historycznie bezprecedensowej.

Ta różnica — między indywidualnym aktem miłosierdzia a państwową polityką — została w europejskiej debacie 2015 roku celowo zamazana. „Wszyscy chrześcijanie powinni przyjąć uchodźców” stało się sloganem, który automatycznie kwalifikował każdego, kto zadawał pytania o realność integracji, o bezpieczeństwo społeczne, o spójność kulturową, jako osobę niechrześcijańską. Polski Kościół nie dał się złapać na tę pułapkę.

Stanowisko polskich biskupów

Wrzesień 2015 roku przyniósł szczyt europejskiego kryzysu migracyjnego. Pierwsze decyzje Angeli Merkel o otwarciu niemieckich granic były wówczas już znane. Polska — wraz z innymi krajami Grupy Wyszehradzkiej — miała być zobowiązana do przyjęcia tzw. „kwoty uchodźców”. Polski Kościół — niezależnie od własnego sumienia, niezależnie od mediów — wyraził stanowisko niezgodne z tym, co dominowało w europejskiej debacie publicznej.

Najwyraźniej tę linię reprezentował ksiądz prałat Jacek Dunin-Borkowski, którego obszerne stanowisko z września 2015 roku zostało szeroko skomentowane w polskiej prasie. Tezy: dobry katolik nie tylko ma prawo, ale ma obowiązek odróżniać miłosierdzie wobec konkretnej osoby od poparcia dla politycznej decyzji, która może w długiej perspektywie zaszkodzić zarówno społeczeństwu przyjmującemu, jak i samym imigrantom. Pomoc na miejscu — w obozach, w krajach pochodzenia — jest często bardziej efektywna i bardziej godna chrześcijańskiego sumienia niż masowe transfery, które kończą się gettoizacją.

Co o tym mówi historia

Polska doświadczyła w XX wieku zarówno wielkiej emigracji własnej, jak i przyjmowania uchodźców. W latach 80. polscy uchodźcy polityczni byli przyjmowani przez Niemcy, Austrię, Szwecję, USA. Ich integracja powiodła się — bo grupy emigracyjne były niewielkie, dobrze wykształcone, kulturowo bliskie krajom przyjmującym, oraz wykazywały silną determinację do zaadaptowania się. To są warunki, w których integracja może działać.

W kryzysie 2015 roku żaden z tych warunków nie był spełniony. Grupy migracyjne były ogromne. Kulturowo i religijnie dystans był znaczny. Determinacja do integracji — wedle ośrodków przyjmujących — bardzo zróżnicowana. Polski Kościół, świadomy zarówno doktryny, jak i historycznej praktyki, mówił: pomóżmy, ale na sposób, który ma szansę powodzenia. Nie udajmy, że problem da się rozwiązać sloganem.

Wewnętrzny dialog

Stanowisko polskich biskupów nie było jednolite. Część duchownych — szczególnie z młodszego pokolenia oraz część związanych z międzynarodowymi instytucjami katolickimi — popierała aktywne przyjmowanie uchodźców. Część — szczególnie starsza generacja oraz duchowieństwo bardziej zakorzenione w tradycji narodowej — była ostrożna. To napięcie wewnątrz polskiego Kościoła trwa do dziś.

Pewne jest jedno: polski Kościół katolicki w 2015 roku ocalił coś, co w innych europejskich episkopatach zostało utracone — zdolność do rozdzielenia doktryny od politycznych mód. Ta zdolność jest być może najcenniejszym darem, jaki polskie chrześcijaństwo przekazało europejskiej debacie tamtego roku.

Polski model — postulowany przez Caritas Polska oraz wielu polskich biskupów — zakłada koncentrację pomocy w krajach pochodzenia migrantów oraz w obozach na trasie. Argumentem jest większa skuteczność ekonomiczna oraz mniejsze zagrożenie destabilizacją społeczną w krajach przyjmujących.