Zdjęcie tytułoweKonflikt syryjski a geopolityka gazu
O syryjskiej wojnie pisze się dziś jako o konflikcie religijnym, etnicznym, demokratycznym. Każda z tych narracji ma w sobie ziarno prawdy. Ale żadna nie tłumaczy, dlaczego Rosja właśnie teraz, w 2015 roku, zaangażowała wojsko po stronie Asada. Odpowiedź — jak często bywa na Bliskim Wschodzie — znajduje się pod ziemią.
Dwie rury, dwa scenariusze
Mapa, której nie pokazuje się w wieczornych dziennikach, jest mapą rurociągów gazowych. Już od początku XXI wieku Europa szukała sposobów na uniezależnienie się od rosyjskiego gazu. Dwa konkurencyjne projekty walczyły o pozycję na rynku europejskim — i oba przebiegały przez Syrię.
Pierwszy: rurociąg z Kataru. Katar — siedzący na trzecich największych na świecie złożach gazu — w 2009 roku zaproponował poprowadzenie rury do Europy przez Arabię Saudyjską, Jordanię, Syrię i Turcję. Projekt został zablokowany przez Baszara al-Asada w 2009 roku, oficjalnie z powodów technicznych. Faktycznie — pod naciskiem Moskwy. Rurociąg katarski przedstawiał śmiertelne zagrożenie dla rosyjskiej pozycji na rynku europejskim.
Drugi: rurociąg z Iranu. W 2011 roku — kilka miesięcy przed wybuchem wojny domowej w Syrii — Iran, Irak i Syria podpisały wstępne porozumienie o budowie rurociągu z irańskich pól South Pars przez Irak i Syrię do Morza Śródziemnego. Projekt — nazywany „Friendship Pipeline” — gwarantował Rosji utrzymanie pozycji dominującego dostawcy gazu w Europie. Iran wchodził na rynek, ale jako sojusznik, nie konkurent. Moskwa popierała.
Dlaczego Asad musi zostać
Z punktu widzenia Moskwy stawka syryjskiej wojny nie jest etniczna ani religijna. Stawką jest kontrola nad tym, który rurociąg będzie biegł przez Syrię. Jeśli wygra strona popierana przez Saudów i Katar, to katarska rura. Jeśli wygra Asad — irańska. Cała geopolityczna konfiguracja sojuszy w wojnie syryjskiej daje się zrozumieć w świetle tej mapy.
Stąd rosyjska interwencja zbrojna we wrześniu 2015 roku. Stąd irańscy doradcy wojskowi, irackie milicje szyickie, libański Hezbollah — wszyscy walczący po stronie Asada. Stąd amerykańskie wsparcie dla rebeliantów — wsparcie tym ostrożniejsze, im bardziej Waszyngton zdaje sobie sprawę, że niektóre frakcje rebeliantów to fundamentaliści, których wcześniejsi sponsorzy bin Ladena wspierają nadal. Wojna syryjska — gdyby pominąć rurociągową logikę — jest niezrozumiała w swoich konfiguracjach. Z nią — staje się klarowna.
Komu wojna się opłaca
Rosyjska gospodarka — w 60 procentach oparta na eksporcie surowców energetycznych — ma w wojnie syryjskiej egzystencjalny interes. Każdy dzień, w którym przez Syrię nie biegnie katarski rurociąg, jest dniem rosyjskiej dominacji na rynku europejskim. Niemieckie analizy z 2013 roku wskazywały, że już sam fakt destabilizacji Syrii poprawia pozycję Gazpromu w negocjacjach z Europą.
Iran również ma interes — chce wejść na rynek europejski, ale jako sojusznik Rosji, nie konkurent. Saudowie i Katar — odwrotnie. Mają interes w obaleniu Asada, by ich własne rurociągi mogły wreszcie zostać zrealizowane. Turcja — kraj tranzytowy w obu scenariuszach — gra na obie strony. USA — formalnie po stronie rebeliantów, faktycznie balansujące. Polski analityk Defence24 już w 2014 roku zauważał, że Rosja jest głównym beneficjentem chaosu syryjskiego.
Co to znaczy dla nas
Dla Polski wojna syryjska oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze: kryzys uchodźczy, który Niemcy zaprosili w 2015 roku, jest częściowo konsekwencją bałkanizacji Syrii w wyniku rurociągowych szachów. Po drugie: dopóki Rosja kontroluje gazową strefę wpływów w Europie, dopóty polskie wysiłki dywersyfikacyjne — terminal LNG w Świnoujściu, gazociąg Baltic Pipe — mają sens strategiczny, a nie tylko ekonomiczny.
Wojna syryjska nie skończy się szybko. I — wbrew temu, co mówią wieczorne dzienniki — jej zakończenie nie zależy od demokratyzacji Bliskiego Wschodu. Zależy od tego, kto wygra negocjacje rurociągowe między Moskwą, Teheranem, Rijadem i Doha.
Stawką wojny w Syrii nie jest demokracja. Stawką jest to, którym rurociągiem płynie gaz do Europy.— Komentarz redakcji