Przejdź do treści

Archiwum publicystyki · 2013–2020

Blogpublika.com

Republika Blogerów

Niezależny serwis publicystyczny Polityka · Historia · Sprawy publiczne

Książki i publikacje — fotografia poglądowa

Marcin Rey według nas przesadził

Rok 2014 kończy się sporem, który mówi o stanie polskiego dyskursu więcej niż niejedna kampania: czy wolno przypisać człowiekowi poglądy jego znajomych.

Rok 2014 dobiega końca w atmosferze, w której polskim mediom coraz trudniej spojrzeć w oczy własnym czytelnikom, a spory toczą się coraz częściej nie o argumenty, lecz o to, kto z kim się zna. Tekst Marcina Reya „Niedobre skłonności i źli znajomi księdza Isakowicza-Zaleskiego”, opublikowany dwa dni temu na tych łamach, jest tego przykładem tak wyrazistym, że wymaga odpowiedzi. Powiedzmy wprost: uważamy go za chybiony od tytułu do ostatniej kropki, a jego metodę za niedopuszczalną.

Tytuł, który mówi wszystko

Zacznijmy od tytułu. „Niedobre skłonności” to sugestia tak mocna, że trudno jej nie zauważyć, zwłaszcza w czasie, gdy część mediów każdemu duchownemu gotowa jest przypisać najgorsze. Wiele osób czyta wyłącznie tytuły, o czym każdy publikujący wie. Pytamy więc, jakim prawem autor już w nagłówku oznajmia czytelnikowi, że ksiądz zadaje się z podejrzanymi typami i ma jakieś „skłonności”. Na pewno nie prawem rzetelnego dziennikarstwa.

Metoda

Cały problem tekstu polega na tym, że przez szereg sugestii próbuje on dowieść ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu prorosyjskości, antysemityzmu i wrogości wobec ukraińskiej niepodległości na podstawie poglądów i zachowań jego znajomych oraz współpracowników. Nigdzie nie pada bezpośredni argument, że ksiądz sprzyja rosyjskiej agresji. Są wyłącznie insynuacje i projekcja cudzych poglądów na jego osobę.

Rozumiemy, że towarzystwo świadczy pośrednio o człowieku. Nie można jednak przenosić poglądów znajomych na niego samego, a to właśnie robi autor. Przejrzeliśmy publiczny profil księdza: nic nie wskazuje na postawę antyukraińską. Owszem, występuje energicznie przeciwko tradycji UPA, co przy jego pochodzeniu i doświadczeniach historycznych nie jest niczym dziwnym. Udostępnił wpis jednego z dziennikarzy, któremu autor zarzuca antysemityzm. Czy udostępnienie wpisu oznacza podzielanie wszystkich poglądów jego autora? Gdyby ksiądz podał dalej wpis Wandy Nowickiej, czy stałby się przez to zwolennikiem jej postulatów? Takie rozumowanie jest absurdalne. To samo dotyczy sugestii, jakoby dzielił poglądy Obozu Wielkiej Polski: fakt, że ktoś z jego znajomych ma związki z tą organizacją, nie czyni z księdza jej sympatyka.

Prawo do krytyki i jego granice

Ks. Isakowicz-Zaleski jest osobą publiczną, działaczem i publicystą, i jako taki podlega krytyce. Jego zaangażowanie polonijne, lustracyjne i badawcze może się podobać lub nie. Ale krytyka powinna opierać się na konkretach, odnosić się do jego słów i czynów, a nie do jego znajomych, i dawać krytykowanemu szansę odpowiedzi. Tymczasem z tekstu wynika, że autor oczekuje od księdza samokrytyki i odcięcia się od przyjaciół i współpracowników. Szukanie „podejrzanych kontaktów” w celu zdyskredytowania ludzi krytycznych wobec jedynie słusznej linii ma w Polsce długą i niedobrą tradycję.

Znajomi księdza mogą się autorowi nie podobać; nam też nie wszyscy się podobają. Ma prawo ich potępić i ma prawo krytykować księdza za ich utrzymywanie. Niech się to jednak odbywa w sposób cywilizowany, bez sugestii i pomówień.

Podsumowanie

Tekst jest pełen manipulacji, zbyt daleko idących interpretacji i nieuprawnionych uogólnień, a przez to krzywdzący. Przytoczone „dowody” świadczą o poglądach znajomych, nie o poglądach księdza, a zarzut „złych znajomych” opiera się na nieżyczliwym odczytaniu faktu, że utrzymuje on relacje z ludźmi, których autor uznał za nieodpowiednie towarzystwo. Przypomnijmy, że niejaki Jezus z Nazaretu utrzymywał znajomości z faryzeuszami, z kobietami upadłymi, a nawet z niejakim Judaszem. I o czym miałoby to, według tej metody, świadczyć?