Zdjęcie tytułowePolonia amerykańska a wybory prezydenckie 2015
Pierwsze tury polskich wyborów prezydenckich pokazują czasem rzeczy, których krajowe sondaże nie ujawniają. Polonia amerykańska — zwłaszcza ta starsza, ze stażem emigracyjnym sięgającym lat 80. — głosuje konsekwentnie konserwatywnie. W 2015 roku to ujawniło się szczególnie wyraźnie.
Diaspora pamięta inaczej
Polonia w Stanach Zjednoczonych liczy między 8 a 10 milionów osób — w zależności od metody liczenia. Z tego polskimi obywatelami pozostaje znacznie mniej, kilkaset tysięcy. To oni mogą głosować w polskich wyborach. I głosują inaczej niż wyborcy w kraju.
Sondaż przeprowadzony w marcu 2015 roku przez „Nowy Dziennik” — Polish Daily News, czołowy dziennik Polonii amerykańskiej — wskazał, że Andrzej Duda cieszy się znacznie wyższym poparciem wśród polskich obywateli mieszkających w USA niż wśród elektoratu krajowego. Bronisław Komorowski — wówczas urzędujący prezydent — uzyskiwał wśród Polonii poparcie o około 15-20 punktów niższe niż w krajowych sondażach. To różnica, której nie da się zignorować.
Dlaczego Polonia jest konserwatywna
Przyczyny tej różnicy są wielowarstwowe. Po pierwsze — pokoleniowa pamięć. Większość polskich obywateli mieszkających dziś w USA przyjechała tam w latach 80., często jako ludzie związani z opozycją antykomunistyczną. Ich wybór emigracji był wyborem przeciwko PRL — i polityczny instynkt formował się w opozycji. Ten instynkt nie zniknął — przeniósł się.
Po drugie — kontakt z amerykańską konserwatywną przestrzenią medialną. Polonia w Chicago, Nowym Jorku, Detroit czyta lokalne polskie tygodniki, ogląda telewizję Polonia, słucha katolickich audycji radiowych. Te media — w przeważającej większości — są konserwatywne kulturowo. Reprezentują wartości, które w samej Polsce są od kilkudziesięciu lat marginalizowane przez mainstream medialny: szacunek do tradycji, do Kościoła, do polskości jako wartości narodowej.
Po trzecie — dystans. Polonia patrzy na Polskę z perspektywy, której krajowy elektorat nie ma. Nie żyje codziennie w skandalach politycznych, nie reaguje emocjonalnie na każdą wypowiedź polityka, nie kupuje sloganów wyborczych. Polonia ocenia kandydatów po tym, jak reprezentowali Polskę za granicą — po tym, jak rozmawiali o sprawach polskich z ambasadorami, dziennikarzami, parlamentarzystami innych krajów.
Komorowski i jego dystans
Bronisław Komorowski w 2015 roku miał za sobą pięć lat prezydentury. Lat — z punktu widzenia Polonii — niewykorzystanych. Prezydent rzadko odwiedzał polskie ośrodki w USA. Jego komunikacja z diasporą była formalna. Sprawy ważne dla Polonii — pamięć katastrofy smoleńskiej, niezależność polskich mediów, sprawy historyczne (na przykład spór o „polskie obozy zagłady” w niemieckich mediach) — nie były tematami, w których prezydent inwestował kapitał polityczny.
Andrzej Duda — kandydat PiS — komunikował się z Polonią inaczej. Już w trakcie kampanii regularnie podkreślał znaczenie diaspory dla polskiej tożsamości narodowej. Mówił o sprawach pamięci historycznej. Zapowiadał aktywną politykę polonijną. Te tematy, w krajowym dyskursie marginalne, dla Polonii były pierwszorzędne.
Lekcja, która ciągnie się dalej
Wyniki I tury wyborów prezydenckich 2015 roku ujawniły to, co sondaż Nowego Dziennika przewidywał. W okręgu wyborczym obejmującym USA Duda uzyskał wynik znacznie lepszy niż w kraju. Komorowski — odwrotnie. To wynik miało swoją wagę propagandową, nie statystyczną — okręg amerykański obejmuje niewielką liczbę głosów. Ale jako sygnał — był znaczący.
Polonia amerykańska — wraz z całą polską diasporą — jest wciąż niedocenianym aktorem polskiej polityki. Polska, która chciałaby wykorzystywać swój potencjał diaspory, musiałaby tę grupę traktować strategicznie. Tymczasem traktuje się ją sezonowo — wyborczo, gdy zbliża się głosowanie. To strategiczny błąd, który prawicowa Polska zaczęła naprawiać dopiero w drugiej dekadzie XXI wieku.
Polonia patrzy na Polskę z perspektywy, której krajowy elektorat nie ma. Ocenia kandydatów po tym, jak reprezentowali Polskę za granicą.— Komentarz redakcji