Przejdź do treści

Archiwum publicystyki · 2013–2020

Blogpublika.com

Republika Blogerów

Niezależny serwis publicystyczny Polityka · Historia · Sprawy publiczne

Andrzej Duda i ubecy

Głos z formacji mundurowych: sprawiedliwość powinna dotyczyć tych, którzy na nią zasłużyli, a ustawa wsypała do jednego worka bandytów i funkcjonariuszy.

Piętnastego lutego 2020 roku odbyła się pierwsza konwencja wyborcza prezydenta Andrzeja Dudy. Pełna hala, laudacje prezesa i dwojga premierów, na końcu sam kandydat: charyzmatyczny, propaństwowy, w duchu wspólnoty. Tego elementu nikt mu nie odmawia. Zarzut dotyczy jednego zdania. Wśród podziękowań i apeli o wysiłek dla zwycięstwa znalazła się wzmianka o niezadowolonych: o ubekach, którym „słusznie obniżono emerytury”. Tak właśnie powiedział.

Pytanie brzmi: po co. W przemówieniu, o którym z góry wiadomo, że będzie cytowane co do przecinka, nic nie pojawia się przypadkiem. Kandydat napiętnował kilkadziesiąt tysięcy ludzi i publicznie przykleił im łatkę bandytów. Gdy polityk dla krótkoterminowej korzyści szczuje jedną część obywateli na drugą, nazywa się to populizmem.

Kogo zdezubekizowano

Ustawa, która obniżyła byłym funkcjonariuszom emerytury do poziomu średniego świadczenia w sektorze cywilnym, objęła nie tylko dawnych ubeków i esbeków. W jej rygorze znaleźli się żołnierze Wojskowej Służby Wewnętrznej, policjanci i strażnicy graniczni.

Wystarczyło, że milicjant odbył jakieś szkolenie w Akademii Spraw Wewnętrznych, na przykład resortowy dokształt kończący się tytułem magistra. Potem zmienił się ustrój, formacja zmieniła nazwę, a on jako policjant przez dwadzieścia kilka lat strzegł porządku w wolnej Polsce. Z powodu tego jednego kursu ustawa uznała go za ubeka. Takich przypadków było co najmniej kilka tysięcy. Albo żołnierz Wojsk Ochrony Pogranicza, który przez kilka miesięcy zastępował chorego komendanta strażnicy: funkcja z ustawowego wykazu, więc „ubek mimo woli”, choć po transformacji przesłużył w Straży Granicznej ćwierć wieku i nigdy nie bronił komunizmu, tylko granicy.

Ustawa przewiduje wyjątek dla tych, którzy wykażą współpracę z opozycją albo służbę z narażeniem życia. Były pogranicznik wykazał, że jego służba polegała na patrolowaniu pasa granicznego z bronią, wśród przemytników. Odpisano mu, że przecież ostatecznie go nie zabili.

Kogo ustawa nie widzi

Tymczasem nie spadł włos z głowy byłym więziennikom, którzy katowali internowanych, ani milicjantom, którzy na polityczne zlecenie bili zatrzymanych demonstrantów. Grzegorza Przemyka zamordowali milicjanci, nie esbecy, a ustawa ich nie obejmuje.

Prawdziwi ubecy istnieją i słusznie budzą gniew: nagrania z wieców, na których wychwalano stan wojenny, czy były komendant milicji rozpaczający, że nie da się przeżyć za dwa tysiące miesięcznie, gdy zwykli ludzie żyją za dziewięćset. Kadra dowódcza PRL brała uposażenia, z których dało się odłożyć na godną starość. Wzburzenie było uzasadnione. Rzecz w tym, że na te same wiece przychodzą też ludzie z historii opisanych wyżej. Co mają robić, tańczyć z radości?

Rachunek wyborczy i coś więcej

Tych ustawowych ubeków, którzy nigdy nie zhańbili się służbą przeciw własnemu narodowi, jest kilka tysięcy; z rodzinami to kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy głosów. W drugiej turze, gdy wszyscy przeciwnicy władzy zjednoczą się przy urnach, właśnie takiej garstki może zabraknąć. Kandydat, wytykając ich palcem na wyborczym festynie, cynicznie upokarza i krótkowzrocznie pozbawia się języczka u wagi.

Ważniejsze jest jednak, dokąd prowadzi takie kształtowanie opinii. Wysoka emerytura mundurowa nie jest złem, lecz ustawowo nabytym świadczeniem, i w porównaniu z cywilną każda mundurowa jest wysoka. Złem staje się, gdy przysługuje sprzeniewiercom. Kto nie dba o to, by obywatel umiał to rozróżnić, jest o krok od nagonki na wszystkich ludzi w mundurach. W 2011 roku rząd Platformy taką nagonkę rozpętał: symulanci, nieroby, trzydziestopięcioletni emeryci, choć po piętnastu latach służbę kończyło ledwie dwa procent uprawnionych. Dziś na celowniku są ubecy. Kogo się tym mianem określi, decydują politycy u władzy, a gdy jedni ubecy się skończą, trzeba będzie wskazać następnych.