Sprawy publiczne ·
Robert Tekieli: „Widziałem jego oczy”. O szatanie, Gwiezdnych Wojnach i sektach
Skala Richtera dla zagrożeń duchowych: satanizm dziesięć, bioenergoterapia siedem, Gwiezdne Wojny jedna dziesiąta.
We wrześniu 2013 roku Blogpublika.com rozmawiała z Robertem Tekielim, publicystą, dawnym redaktorem pisma „brulion” i autorem książki „Zmanipuluję cię, kochanie”, który od lat zajmuje się okultyzmem, sektami i New Age we współczesnej kulturze. Rozmowa zaczęła się od pytania najprostszego z możliwych: czy wierzy pan w szatana jako istotę.
Nie wiara, lecz wiedza
Tekieli odpowiedział, że to nie jest kwestia wiary. Skoro Jezus mówił o szatanie jako o działającej osobie, katolik nie tyle wierzy w jego istnienie, ile o nim wie. Na uwagę, że wiara jest aktem irracjonalnym, odparł, że bywa a-racjonalna, ale nie irracjonalna, i że w życiu duchowym doświadczenie nie jest podstawą rozeznania, bo po drugiej stronie stoi inteligentna osoba, która potrafi podsuwać doświadczenia fałszywe.
Na pytanie, jak sobie szatana wyobraża, odpowiedział, że nie ma wyobrażeń, ale dwa razy widział jego oczy, podczas rozmów z osobami opętanymi. Było w nich, jak to ujął, pięćdziesiąt milionów lat nienawiści.
Gwiezdne Wojny i aikido
Najciekawsza część rozmowy dotyczyła popkultury. Tekieli uważa „Gwiezdne Wojny” za pierwszą w kulturze masowej karykaturę światopoglądu: czysty New Age, w którym midichloriany dają moce duchowe. Dowodem na skutki jest religia Jedi, którą w spisach powszechnych w Wielkiej Brytanii i Australii wpisało kilkaset tysięcy osób. Zagrożenie jest jednak pośrednie. Na jego własnej, duchowej skali Richtera satanizm to dziesięć punktów, bioenergoterapia siedem, NLP trzy, a „Gwiezdne Wojny” jedna dziesiąta. Jedno czy dwa obejrzenia filmu bez fascynacji nic nie znaczą; działa on na margines, jeden do trzech procent ludzi, ale tych może realnie skrzywdzić.
Ostrzej ocenił aikido. Jego twórca, Morihei Ueshiba, był według Tekielego kapłanem sekty Ōmoto, a w strukturze tej sztuki walki tkwi potencjał inicjacyjny: ukłon przed portretem założyciela może być oddaniem czci światu, który za nim stoi. Reklamowana „walka bez walki” też nie jest, jego zdaniem, prawdą.
Religia a sekta
Religia, mówił Tekieli, to dążenie do dobra, choćby nieudolne; sekta to wykorzystywanie i zniewalanie ludzi. Sferę duchową ocenia się po owocach, a manipulacji da się rozpoznać dziesiątki. Hinduizm w Indiach nie jest sektą i może być drogą do zbawienia dla tych, którzy nie słyszeli o Chrystusie; do Europy trafia natomiast jego wersja zachodnia, która według niego nie jest religią, lecz okultyzmem.
Rozmowa zamknęła się zapowiedzią kolejnej książki, o manipulacji w popkulturze, i przyznaniem prowadzącego, że „Imperium kontratakuje” było drugim filmem, jaki widział w kinie jako dziecko. Tekieli pozwolił mu zachować tę fascynację, pod warunkiem, że pozostanie fascynacją starszymi częściami.