Sprawy publiczne ·
Czytałam „Resortowe dzieci”. Spór o książkę, która podzieliła media (cz. 1)
Czy tytuł jest insynuacją, czy opisem stanu faktycznego? Rozmowa, w której obie strony pozostały przy swoim.
Książka Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza „Resortowe dzieci. Media” ukazała się pod koniec 2013 roku i natychmiast podzieliła publicystykę na tych, którzy widzieli w niej dokument, i tych, którzy widzieli paszkwil. W styczniu 2014 roku Blogpublika.com rozmawiała z Renatą Rudecką-Kalinowską, blogerką lewicowo-liberalną, która książkę przeczytała i zaliczyła ją do drugiej kategorii.
Co to jest mowa nienawiści
Rozmowa zaczęła się od definicji. Dla Rudeckiej-Kalinowskiej mowa nienawiści to „bezsilne poczucie braku własnych racji”. Zapytana o przykład, wskazała właśnie „Resortowe dzieci”, zwłaszcza fragmenty o Jacku Żakowskim. Prowadzący rozmowę zauważył, że o Żakowskim książka mówi niewiele ponad fakt służby w Wojskowej Służbie Wewnętrznej i zdekompletowanie jego teczki w IPN, i zapytał, w jakim sensie fakty mogą być nienawistne. Odpowiedź: nie chodzi o fakty, lecz o ich interpretację; insynuacja tkwi już w tytule, a reszta prowadzi czytelnika do narzuconych wniosków.
Zbieg okoliczności czy system
Blogpublika.com broniła tezy, że tytuł jest w dużym stopniu opisem stanu faktycznego: spora część elit medialnych wywodzi się z jednego środowiska, dawnej nomenklatury i aparatu bezpieczeństwa, a środowiska antylustracyjne bywają osobiście zainteresowane brakiem lustracji. Rozmówczyni odpowiadała, że takim samym „resortowym dzieckiem” jest sam Targalski, że wnioski zależą nie od faktów, lecz od bieżących zależności politycznych, i że po drugiej stronie istnieje równie rozbudowany system propagandy związanej z PiS, w którym wymieniała Bronisława Wildsteina, Tomasza Sakiewicza i telewizję Republika.
Na pytanie, w jaki sposób ci ostatni są powiązani z komuną, padła odpowiedź: przez ścisłą współpracę z ludźmi PiS, takimi jak Wojciech Jasiński czy Stanisław Kostrzewski, skarbnik partii. Prowadzący uznał argument za odległy: wspólnota poglądów to nie to samo, co uwikłania rodzinne i agenturalne opisane w książce.
Gdzie kończy się zgoda
Obie strony zgodziły się na jedno zdanie, i to z zastrzeżeniami: środowisko dziennikarskie jest na różne sposoby uwikłane w poprzedni system, „nie wyłączając PiS”. Dalej drogi się rozeszły. Dla Rudeckiej-Kalinowskiej książka to jętka jednodniówka, której nie warto omawiać, a przeszkadza w niej kłamstwo, na przykład o Żakowskim, który jej zdaniem ma piękną kartę opozycyjną. Dla Blogpublika.com żadnego kłamstwa o Żakowskim w książce nie ma, a autorzy wyraźnie zastrzegają, że nie obarczają dzieci winami rodziców, tylko pokazują strukturę państwa, którego media są ważną częścią.
Rozmowa pokazała rzecz ważniejszą od samej książki: dwa obozy publicystyczne nie różnią się tylko ocenami, ale definicją tego, co w ogóle jest faktem. Druga część, o Radiu Maryja i o tym, kto powinien napisać książkę o kim, w kolejnym odcinku.