Sprawy publiczne ·
O. Jacek Norkowski: „Taki trup może odczuwać ból”. Spór o śmierć mózgową
Definicja z 1968 roku, dwunastu autorów i pytanie, na które transplantologia odpowiada inaczej niż jej krytycy.
Transplantologia kojarzy się z ratowaniem życia i w ogromnej większości przypadków tym właśnie jest. Od lat istnieje jednak grupa lekarzy i filozofów, którzy kwestionują jej fundament: definicję śmierci opartą na kryteriach mózgowych. W Polsce najgłośniejszym z nich jest o. Jacek Norkowski, dominikanin i doktor nauk medycznych, autor książek „Człowiek umiera tylko raz” i „Medycyna na krawędzi”. W czerwcu 2014 roku rozmawiało z nim Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy. Poniżej to, co z tej rozmowy wynika.
Skąd wzięła się śmierć mózgowa
Kryterium śmierci mózgowej pojawiło się w 1968 roku w tak zwanym raporcie harwardzkim, przygotowanym przez dwunastoosobową komisję rok po pierwszym przeszczepie serca, którego dokonał Christiaan Barnard. Norkowski zwraca uwagę, że sam raport nie zawiera medycznego uzasadnienia, dlaczego nieodwracalną śpiączkę z bezdechem i brakiem odruchów należy uznać za śmierć. Autorzy powoływali się na brak miejsc w szpitalach i na kontrowersje, jakie budziłoby pobieranie narządów bez takiej definicji. Innymi słowy, według krytyków, najpierw pojawiła się potrzeba, a dopiero potem definicja.
Ta linia krytyki nie jest polska ani nowa. Amerykański neonatolog Paul Byrne pisał o tym od początku lat siedemdziesiątych; później dołączyli neurolog Alan Shewmon, brazylijski neurolog Cicero Coimbra i grupa lekarzy japońskich. Wśród filozofów Norkowski wymienia Josefa Seiferta i Roberta Spaemanna. W Polsce podobne stanowisko przez lata zajmował prof. Jan Talar, znany z wybudzania pacjentów po ciężkich urazach mózgu.
Zarzuty
Najmocniejsze tezy rozmowy dotyczą praktyki. Narządy ukrwione pobiera się od osób z bijącym sercem, uznanych za zmarłe na podstawie kryteriów mózgowych. W Polsce, jak mówi Norkowski, podaje się wtedy środki zwiotczające, a nie znieczulające; w Niemczech dawcy otrzymują znieczulenie. Z tego wyprowadza pytanie, po co znieczulać kogoś, kto nie żyje. Przywołuje także relacje pacjentów, którzy po wybudzeniu opowiadali, że słyszeli rozmowy lekarzy, oraz przypadki osób zakwalifikowanych do pobrania narządów, które po zmianie decyzji rodziny wróciły do zdrowia.
Drugi wątek to pieniądze: szacunki wartości narządów z jednego ciała, koszty dożywotniej immunosupresji u biorców i to, kto na tym zarabia. Trzeci to media, które według dominikanina pokazują transplantologię wyłącznie od strony sukcesów.
Co na to medycyna
Uczciwość wymaga, by powiedzieć jasno: stanowisko Norkowskiego jest w środowisku lekarskim stanowiskiem mniejszościowym. Kryterium śmierci mózgowej obowiązuje w Polsce od lat dziewięćdziesiątych, jest zapisane w ustawie o pobieraniu i przeszczepianiu narządów, a procedura jej stwierdzenia wymaga komisji lekarskiej i powtarzanych badań. Transplantolodzy odpowiadają, że nieodwracalne ustanie czynności mózgu jest śmiercią człowieka jako całości, a znieczulenie w niektórych krajach służy wyłączeniu odruchów rdzeniowych, nie ochronie przed bólem.
Spór jest realny i toczy się na gruncie filozofii oraz definicji, nie tylko medycyny. Dla czytelnika, który go nie rozstrzygnie, ważna jest jedna praktyczna informacja z rozmowy: w Polsce obowiązuje zasada zgody domniemanej. Kto nie chce być dawcą, musi zgłosić sprzeciw do Centralnego Rejestru Sprzeciwów prowadzonego przez Poltransplant, na piśmie, na urzędowym formularzu. Bez tego wpisu decyzję mogą podjąć inni, czasem wbrew rodzinie.
Rozmowę przeprowadziło Biuro Prasowe Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy; pełny zapis ukazał się na stronach Stowarzyszenia.