Przejdź do treści

Archiwum publicystyki · 2013–2020

Blogpublika.com

Republika Blogerów

Niezależny serwis publicystyczny Polityka · Historia · Sprawy publiczne

Kable w serwerowni

Pogotowie wyborcze. Firma z Rzeszowa zleca pisanie komentarzy na forach. Tak jesteście manipulowani

Ogłoszenie zniknęło, zanim ktokolwiek zrobił zrzut ekranu. Korespondencja została.

Na jednym z forów internetowych pojawił się jesienią 2014 roku link do ogłoszenia na Gumtree zatytułowanego „Kampania wyborcza – udział w dyskusjach na forach”. Treść, odtworzona z pamięci, brzmiała mniej więcej tak: jeśli jesteś politycznym blogerem, zlecimy ci pisanie komentarzy na różnych forach; wymagane merytoryczne komentarze i wysoka kultura osobista. Ogłoszenie zniknęło, zanim ktokolwiek zdążył zrobić zrzut ekranu. Odpowiedź na nie zdążyła jednak wyjść.

Otwarte karty

Na zgłoszenie „chętnie podjąłbym się takiego zajęcia” przyszła odpowiedź z adresu zaczynającego się od słowa „wybory”, w domenie rzeszowskiej agencji reklamy internetowej: czy ma pan działającego bloga, proszę o adres. Prośba o anonimowość pozostała bez odpowiedzi, więc redakcja zagrała w otwarte karty: proceder kupowania komentarzy przez partie nam się nie podoba, wyborcy powinni o nim wiedzieć; albo opublikujemy to, czego się dowiedzieliśmy, z nazwą firmy, albo odpowie pan na kilka pytań, a odpowiedzi ukażą się anonimowo.

Właściciel agencji, jak wynikało z jej strony, chwalącej się rekomendacjami znanych firm badawczych, podziękował za otwartość i poprosił o czas.

Wersja zleceniodawcy

Odpowiedzi, które nadeszły w kolejnych mailach, układały się w jedną linię obrony. Żadna partia nie zleciła kampanii i, jego zdaniem, żadna nigdy nie zrobi tego bezpośrednio. Ogłoszenie było prowokacją: chciał sprawdzić, czy tego typu zlecenie da się zrealizować, i jest już „praktycznie pewien”, że tak, bo na sygnał czeka kilkaset osób. Kontekst polityczny osadzono celowo, żeby zwiększyć zainteresowanie, a zainteresowanie okazało się ogromne. Wnioski być może wykorzysta komercyjnie, także do ochrony klientów przed takimi samymi atakami. Skąd wie, że ogromna liczba komentarzy w sieci jest opłacona? Istnieją serwisy, które takie zlecenia ułatwiają, a chętni znajdą się wszędzie.

Na pytanie o sympatie polityczne odpowiedział, że to jego prywatna sprawa. Na pytania, jakiego rodzaju miały to być komentarze, w jakich mediach i czy to pierwsze takie zlecenie, nie odpowiedział wcale.

Co z tego wynika

Można w tę wersję wierzyć lub nie. Firma reklamowa, która dwa tygodnie przed wyborami zakłada skrzynkę „wybory” i szuka politycznych blogerów „dla eksperymentu”, ma prawo tak twierdzić, a czytelnik ma prawo pamiętać, że to samo powiedziałby ktoś, kto kampanię naprawdę prowadzi. Najuczciwsze w całej korespondencji było jedno zdanie zleceniodawcy: jeśli spojrzeć na politykę jak na produkt, który ma się sprzedać, wszystkie skuteczne praktyki znajdują uzasadnienie i będą stosowane, czy nam się to podoba, czy nie.

Tak właśnie się was manipuluje. A potem powtarzacie, za pieniądze z własnych podatków, bo z nich finansowane są partie, cudze zdania jako własne i podejmujecie na ich podstawie decyzje przy urnie. Inaczej może być tylko wtedy, gdy przed przeczytaniem komentarza pod artykułem włączy się szare komórki. Najlepszym memento tej historii jest komunikat, jaki został po ogłoszeniu: oferta była tak atrakcyjna, że jest już nieaktualna.