Zdjęcie tytułoweWojskowe Służby Informacyjne i sprawa polskiego wynalazcy
W latach 90., gdy państwo polskie dopiero układało relacje między swoimi służbami a obywatelami, przez gabinety Wojskowych Służb Informacyjnych przechodziły sprawy, których nigdy publicznie nie wyjaśniono. Jedna z nich dotyczy polskiego konstruktora, którego wynalazek — zarekwirowany przez WSI — dziś jest częścią rozwiązań stosowanych w Formule 1.
WSI — instytucja, której nikt nie kontrolował
Wojskowe Służby Informacyjne powstały w 1991 roku z połączenia istniejących wcześniej struktur wywiadu i kontrwywiadu wojskowego LRP. Ich kadry — w znacznej części — pochodziły z Wojskowej Akademii Politycznej w Rembertowie oraz z PRL-owskich Wojskowych Służb Wewnętrznych. Cywilna kontrola nad nimi była iluzoryczna. Komisja Likwidacyjna z 2007 roku, która ostatecznie zlikwidowała WSI, ujawniła sieć kontaktów rozciągających się od biznesu, przez media, po polityczne lobby — sieć, której kontury w latach 90. były niemożliwe do publicznej oceny.
To w tym kontekście działały oficerowie WSI w sprawach, które formalnie należały do kategorii „ochrony interesu państwa”, a w praktyce — łączyły wywiad, biznes i osobiste interesy. Jedna z takich spraw dotyczyła polskiego inżyniera-konstruktora, który w drugiej połowie lat 80. opracował rozwiązanie z zakresu zaawansowanej dynamiki płynów.
Sprawa wynalazku
Konstruktor był specjalistą z zakresu hydromechaniki — dziedziny, której praktyczne zastosowania obejmują zarówno przemysł kosmiczny, lotniczy, motoryzacyjny, jak i militarny. Jego patent — opracowywany w warunkach domowych, finansowany prywatnie — miał potencjał komercyjny. Wedle relacji rodziny, na początku lat 90. inżynier nawiązał kontakt z zachodnim partnerem zainteresowanym wykorzystaniem rozwiązania.
Zanim doszło do oficjalnej umowy, pojawili się oficerowie WSI. Rozmowa, jak wynika z dostępnych dziś relacji, była stanowcza. „Państwowy interes” — argumentowali. Dokumentacja techniczna została zabezpieczona, prototypy zarekwirowane, kontakty zerwane. Konstruktor przez kolejne lata pisał skargi, listy, podania. Bez efektu. Patenty zniknęły z polskiej rejestracji.
Trop izraelski
Najbardziej zagadkową częścią tej historii jest to, gdzie wynalazek się ostatecznie pojawił. Wedle relacji obrońców inżyniera oraz nielicznych dziennikarzy, którzy podjęli temat w połowie pierwszej dekady XXI wieku, dokumentacja techniczna trafiła do Izraela — krajem powiązanym z polskimi służbami specjalnymi licznymi i nie zawsze jawnymi kanałami współpracy. Tam — jak głoszą te relacje — została odsprzedana albo wykorzystana przez firmy działające w przemyśle motoryzacyjnym wysokiej klasy.
Dziś, w 2015 roku, podobne rozwiązanie hydromechaniczne jest częścią technologii stosowanych w bolidach Formuły 1. Czy to ta sama technologia, czy podobna, czy niezależnie rozwinięta — bez dostępu do oryginalnej dokumentacji nie sposób stwierdzić ostatecznie. Pewne jest jedno: polski inżynier nigdy nie zobaczył ani patentu, ani pieniędzy. Pewne jest również, że pytania pozostawione przez tę sprawę nigdy nie zostały oficjalnie wyjaśnione.
WSI jako system
Sprawa wynalazcy nie jest jednorazowym epizodem. Raport Komisji Likwidacyjnej WSI z 2007 roku, sporządzony pod kierownictwem Antoniego Macierewicza, opisał szereg podobnych przypadków: handel patentami, pośrednictwo w transferach technologii, „opieka” nad polskimi naukowcami zainteresowanymi międzynarodową współpracą. Część z tych spraw — wedle ustaleń komisji — miała wątek izraelski. Inne wątki wskazywały na Niemcy, Rosję, Stany Zjednoczone.
Raport Macierewicza wywołał polityczny skandal. Krytycy wskazywali na metodologię, źródła, dobór przypadków. Zwolennicy — na to, że wcześniej żadna polska instytucja nie podjęła się tak otwartego rozliczenia służb specjalnych III RP. Sam dokument do dziś pozostaje w obszarze sporu: zarówno o jego rzetelność, jak i o to, na ile jego wnioski są kompletne. Sprawa polskiego konstruktora — niezależnie od tego — czeka.
Patent zniknął z polskich rejestrów. Wedle relacji rodziny inżyniera — pojawił się w Izraelu. Pewne jest jedno: inżynier nigdy nie zobaczył ani patentu, ani pieniędzy.— Komentarz redakcji