Przejdź do treści

Archiwum publicystyki · 2013–2020

Blogpublika.com

Republika Blogerów

Niezależny serwis publicystyczny Polityka · Historia · Sprawy publiczne

Historia III RP: jak rząd SLD gazociąg z Norwegii uwalił

Jedna decyzja z grudnia 2003 roku kosztowała Polskę dekadę zależności od dostaw ze wschodu.

Polska mogła uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji już w 2005 roku. Nie stało się tak, bo w grudniu 2003 roku rząd Leszka Millera zerwał umowę, którą dwa lata wcześniej zawarł z Norwegią rząd Jerzego Buzka. Warto o tym pamiętać za każdym razem, gdy słychać, że alternatywy dla rosyjskiego gazu nie było.

Umowa z 2001 roku

Rząd AWS, próbując zdywersyfikować źródła gazu ziemnego, podpisał z Norwegią umowę o budowie gazociągu po dnie Bałtyku. Rurą miał płynąć do Polski gaz z norweskich złóż. Projekt był pionierski: pierwsza w tej części Europy podmorska nitka omijająca Rosję i Niemcy. Harmonogram zakładał pięć lat budowy, tak aby od 2005 roku część krajowego zapotrzebowania pokrywać surowcem z północy.

Umowa nie była fantazją. Norweskie koncerny szukały wtedy rynków zbytu dla nowych złóż, a Polska była naturalnym odbiorcą. Brakowało tylko jednego: rządu, który dotrwa do końca budowy.

Zmiana władzy

Pod koniec 2001 roku do władzy doszedł SLD. Premierem został Leszek Miller, dawny członek PZPR, który od początku nie krył niechęci do planu dywersyfikacji. Argumentowano ceną: norweski gaz miał być droższy od rosyjskiego, a kontrakt jamalski i tak wiązał Polskę na lata. Od słów szybko przeszedł do czynów. W grudniu 2003 roku umowa została zerwana.

Rachunek za tę oszczędność przyszedł szybko. Renegocjowany kontrakt z Gazpromem nie przyniósł niższych cen, a Polska pozostała krajem, w którym dwie trzecie importowanego gazu pochodzi z jednego kierunku.

Ciąg dalszy nastąpił

Wkrótce po zerwaniu polsko-norweskiej umowy koncerny z Rosji i Niemiec ogłosiły plan budowy własnego gazociągu na dnie Bałtyku. Nord Stream omija Polskę łukiem, a jego trasa i infrastruktura utrudniają powrót do koncepcji gazociągu z Norwegii, bo każda nowa nitka musi się z nim krzyżować. Trudno o lepszy przykład, jak jedna decyzja polityczna otwiera drzwi decyzjom cudzym.

Historia III RP obfituje w takie momenty: chwile, gdy suwerenność energetyczna była na wyciągnięcie ręki i przegrała z bieżącą kalkulacją. Ta jest o tyle pouczająca, że jej skutki mierzymy co roku, w rachunkach za gaz.